„We’ve got a jazz”, czyli muzycznie o marce CLAE

Duke Ellington pianista i kompozytor – najbardziej znany jako lider jazzowych big bandów. Billy Strayhorn pianista i aranżer – jeden z głównych współpracowników Ellingtona. Paul Chambers kontrabasista – członek legendarnego kwintetu Milesa Davisa.

To oczywiście postaci, które w historii amerykańskiego jazzu odegrały kluczowe role. To oni byli również inspiracją do stworzenia modeli butów marki CLAE. Taką filozofię wymyślił sobie jej założyciel Sung Choi.

Zanim zdecydował się w 2001 roku na odważny krok stworzenia własnego brandu miał już duże doświadczenie w pracy jako projektant butów dla największych graczy. Większość z nich kopiowało nawzajem swoje pomysły, a rynek był zalewany co sezon podobnymi do siebie wersjami sneakersów.

CLAE pojawiło się jako reinterpretacja klasycznych sylwetek butów w nieco odświeżonych, sportowych wersjach. Dopracowane w szczegółach. Wyprodukowane z wykorzystaniem wysokiej jakości materiałów i wykończone tak by nie można było się do niczego przyczepić.

Była to idealna propozycja dla dorosłych mężczyzn, którym niekoniecznie wypada chodzić do pracy w typowych, często krzykliwych, sneakersach. Dla tych, którzy wyrośli z różnych subkultur, ale wciąż cenią sobie swój indywidualny styl.

Wszystkie modele nazwane nazwiskami wielkich jazzmanów. Można pokusić sie o stwierdzenie, że to buty które mogłyby być noszone w dzisiejszych czasach przez ludzi pokroju swoich imienników.

Jednak to nie jedyne muzyczne powiązania CLAE. Wokół marki obracają się również osobistości współczesnej sceny muzycznej jak chociażby Dj Spinna który stworzył dla marki mixtape. W kręgu najbliższych ludzi dla CLAE są światowej renomy architekci, projektanci mebli, graficy. Naturalną koleją rzeczy jest więc, że buty, które produkuje kalifornijska marka są odzwierciedleniem wielu inspirujących spotkań.

Efektem kolejnych rozszerzających horyzonty spotkań powstawały kolejne modele butów – tym razem nazywane w hołdzie artystom – David Hockney – dj’om– Gil Bailey – komików i aktywistów – Dick Gregory. Wszystkie tak samo wyjątkowe.

 

Tekst: Tymoteusz Kubik
Zdjęcia: Piotr Kaczor

Użyte tagi