Kiedy się wywrócimy o własne buty?

Lubię dobre kicksy, serio. Jedni mówią, że spoko kolekcja. Inni, że na dobrej drodze by kolekcją była. Trzecia grupa patrzy na te kartony ustawione pod ścianą i pyta mnie czy jestem zdrowy psychicznie. Ja im mówię, że po prostu lubię dobre kicksy. Serio. Ale dziś nie o moich butach tu, a trochę o Twoich i trochę ogólnie o nich.

Zacząłem tak się zastanawiać trochę, czy „but gra” rzeczywiście się rozwija, czy przypadkiem nie zjada już własnego ogona. Jeżeli jeszcze nie, to z pewnością jest na dobrej drodze. Zaczytując sobie nasz portal, pewnie nie raz trafiasz na informację o premierze nowych fajnych butów. Udostępniamy takich informacji sporo, lecz gdybyśmy mieli poświęcić temu tematowi 100% uwagi to codziennie wlatywałoby po kilkanaście jak nie kilkadziesiąt newsów dotyczących nowych premier. To już nie jedna ciekawa premiera na 2 tygodnie, a 17 w jeden weekend. Ogarnięcie hajsu na to wszystko jest niemożliwe (no chyba, że masz rodziców, którzy mają gdzieś co robisz z ich kartą), ale powoli niemożliwością staje się nadążanie za tym natłokiem informacji. Kolki można dostać.

I tak trochę wydaje mi się, że ta wspomniana „but gra” trochę jej dostaje. Albo bardziej ci, którzy wbili w nią przed chwilą i pewnie zostaną też na chwilę. Zaczytuję sobie wpisy na grupach, forach i podobnych miejscach i zastanawiam czym jest kolejne publikowane LPU. Czy to rzeczywiście Twój najnowszy nabytek, który uszczęśliwi Twoje stopy, oczy i samopoczucie gdy następnego dnia wyjdziesz w nich przejść się po mieście? Czy jednak kolejna para, którą mieć trzeba, by zaprezentować, schować w pudełko i po kilku miesiącach przypomnieć sobie, że w ogóle do takiego zakupu doszło? Tak trochę czuję, że z hobby niewielkiej grupy ludzi, którzy sobie kolekcjonują pary, jak kiedyś dziewczyny kolorowe karteczki w segregatorach, zamieniło się to w sport, w którym liczy się kto szybciej nabędzie i drożej opierdzieli. Podium czeka. Z jednej strony sport ten może być wynikiem tego, że ludzie od ludzi dowiedzieli się o tym i też chcą w nim uczestniczyć, by ze spokojem w opisie swojej osoby na Instagramie móc napisać „sneakers”. Z drugiej strony marki obuwnicze mocno pompują temat, krzycząc do nas swoimi produktami każdego dnia.

IMG_1847-1

To nie jest tak, że stoję z boku i patrzę na to wszystko oczami mądrości. Sam niedawno sobie przypomniałem o kilku parach, które z dobry rok nie opuściły kartonów. Ale w tym samym czasie, gdy kartonów kilka przecieram z kurzu, czytam o tym, że Jordany Retro tracą na wartości przez zbyt dużą ilość premier. adidas Originals z kolei wypuszcza kolejne NMD, a po nich kolejne i jeszcze jedne. Reszta marek jest na podobnej drodze i tak myślę sobie o tym i myśl jedna przychodzi mi do głowy „kto jest w stanie to wszystko ogarnąć?”. A po niej kolejne pytania nachodzą mózg mój: Czy to już jest ten moment, czy będzie jeszcze intensywniej? Czy w czasach internetu trzeba robić tego tyle by nie wypaść z obiegu? Czy 3 pary w kolekcji to dużo? Czy 100 par w kolekcji to mało? I najważniejsze: Czy zakup ten mocno emocjami kierowany, będzie równie silne emocje wytwarzał w czasie noszenia ich?

Boję się trochę tego. Nie tego, że będziesz mieć dużo super par. Fajnie, że będziesz, propsy. Boję się, że przyjdzie taki moment, że newsy o tym, że jakiś dzieciak wpadł w depresję, bo nie zdążył wrzucić butów do koszyka, będą codziennością, a but ten który miał dać stopom komfort, będzie prowadził do takich dyskomfortów psychicznych, że niezbędna będzie terapia bądź recepta. Pytanie WOMFT, gdy po receptę przyjdzie Ci się wybrać.

Tekst: zulu kuki
Zdjęcia: zulu kuki

Użyte tagi