Polo… czy aby na pewno „by Ralph Lauren”?

Początek lata, 2016 roku (na takie wspomnienia nas zabrało) to była doprawy piękna pora. Nie dość, że wtedy słońce wszystkich nas jeszcze rozpieszczało (a teraz aż strach z domu wyjść) to również w bardzo krótkim okresie czasu ukształtowało się wiele ciekawych trendów wprowadzając do naszych szaf sporo „nowych” ciuchów oraz butów. Powróciły stare, można powiedzieć, że dotychczas zapomniane marki, inne natomiast mocno zyskały na popularności. Bardzo zmieniliśmy swój sposób ubioru. Część z nas od tego czasu ochoczo śmiga nawet w ortalionie!

Jednym z największych „hitów sezonu” w ubiegłym roku były i w sumie śmiało można powiedzieć, że nadal są koszulki polo od Ralpha Laurena. Pamiętam, że w szczytowym okresie nosiła je zdecydowana większość mijanych przeze mnie osób, a wieszaki w „tk maxie” dosłownie uginały się pod ciężarem setek polówek w różnych kolorach i wielkościach logo.

123polo

Uwierzcie mi jednak, że zanim ta marka została, aż tak dotkliwie zmasakrowana przez najzwyczajniejszy w świecie zbyt duży nakład sweterków i koszulek oraz przystępniejsze dla ogółu ceny (ukłony w stronę outletów) kiedyś była najprawdziwszym synonimem amerykańskiej klasy. Propozycją ciuchów z wyższej półki.
W tym miejscu musimy się jednak zatrzymać  i zwrócić uwagę na to, że polo to nie tylko Ralph Lauren. Historia tego niesamowicie popularnego kroju jest znacznie dłuższa i zdecydowanie ciekawsza niż można by się spodziewać.

Wszystko zaczęło się od…

No właśnie, od czego? Zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że tak bardzo popularny później krój został rozsławiony dzięki brytyjskim żołnierzom. Mieli oni grać w dopiero co poznaną w Indiach grę zwaną polo. Podczas rozgrywek ubrani byli w koszulki z kołnierzykiem, które do bólu przypominały design współczesnych polówek. Drugi wariant to historia zdecydowanie bardziej popularna, w której główną rolę odegrał nie kto inny jak Rene Lacoste.

Rene pochodził z zamożnej francuskiej rodziny, który swoją przygodę z tenisem rozpoczął zupełnie przypadkiem. Jego lekarz, zaniepokojony wątpliwym stanem zdrowia pietnastoletniego wówczas pacjenta zalecił mu zwiększenie aktywności fizycznej. Młody Francuz zainteresował się właśnie białym sportem. Dyscypliną, w której bardzo szybko się zakochał i w przyszłości odniósł ogromne sukcesy stając się jednym z najbardziej utytułowanych zawodników na całym globie.

rene-z-dlugimi

Kiedyś w tenisa grano w zupełnie innych strojach niż aktualnie. Długie spodnie oraz koszulki „z niemal równie długim rękawem”, wykonane z wełny, były (zbędnie się nie rozpisując)… bardzo niepraktyczne, szczególnie podczas cieplejszych dni. W 1926 roku Aligator (bo tak nazywano Rene) postanowił zaprojektować swój własny „tees”, w którym czuł się dobrze podczas gry. Odziany w niego po raz pierwszy pokazał się na prestiżowym turnieju US OPEN. Odmienny strój Francuza przykuł wzrok nie tylko mediów, ale również innych tenisistów, którym krój oraz praktyczność t-shirta bardzo przypadł do gustu. Nie muszę chyba w tym miejscu wspominać, że owy „ciuch”, znany jest dzisiaj pod nazwą koszulki polo?

rene1

Po zakończeniu kariery Rene Lacoste postanowił założyć swoja markę, która z początku specjalizowała się tylko w ubieraniu sportowców uprawiających dyscypliny elitarne. Jej znakiem towarowym stał się słynny krokodylek (od pseudonimu założyciela), zwykle umieszczany na piersi.

 Jak to cudo trafiło za ocean?

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Rene działał we Francji, w Stanach Zjednoczonych zaczął kreować się styl zwany później „Preppy”. Śmietanka Ameryki, młodzież pochodząca z najbogatszych rodzin, członkowie ligi bluszczowej zrzeszającej osiem elitarnych uczelni amerykańskich preferowali odzież elegancką, ale równocześnie wygodną. Studenci uprawiający dyscypliny doborowe, takie jak rugby, żegluga, krykiet, tenis, polo czy też strzelectwo, stworzyli sportowa elegancję. Styl, który później wyznawał również sam prezydent kraju John Fitzgerald Kennedy.

liga

Czas dla Ralpha.

Ralph Lauren swoją podróż po świecie mody rozpoczął od produkcji krawatów. Dopiero potem przerzucił się na projektowanie odzieży. Od dziecka kochał grać w polo, dlatego też swoje projekty zdobił takim a nie innym, wykorzystywanym do dzisiaj logotypem. Podobno właśnie owa dyscyplina była dla niego inspiracją podczas projektowania swoich własnych polówek. Lauren kochał Stany Zjednoczone, dlatego też wiele z jego projektów zdobiło nic innego jak flaga USA.

Pewnego dnia, jako prezent na swoje urodziny Ralph dostał pluszowego misia marki Steiff ubranego w „mini-koszulkę” z jednego ze swoich wcześniejszych projektów. Podarunek tak bardzo mu się spodobał, że postanowił nanieść wzór misia na projektowane przez siebie ciuchy. Tworząc serię jeszcze bardziej popularną niż jego koszulki sygnowane samym logo zawodnika polo. Cały kraj zakochał się w pluszaku, a Ralph Lauren oraz jego marki wzniosły się na szczyt popularności.

Na punkcie „Polo Bear” obsesję ma sam Kanye West! Raper zafundował dodatkowy ogromny skok popularności uwielbianemu już w ubiegłym stuleciu misiowi w 2004 roku umieszczając swoją fotografię w czerwonym swetrze na okładce krążka „The College Dropout”.

 

kanye-ralph

Na zakończenie.

W czasach, gdy marka Lacoste przestała interesować się tylko i wyłącznie tenisem i tworzyć ubrania perfekcyjne także do codziennego użytku, tematem zainteresował się Ralph Lauren. Amerykański projektant był w tej komfortowej sytuacji, że rynku casual’owego nie musiał już podbijać, gdyż ten w pewnym stopniu leżał u jego stóp i w pełni mógł oddać się walce o jak największe wpływy w amerykańskim sporcie. Uzyskał między innymi prawa do ubrania olimpijskiej drużyny Stanów Zjednoczonych oraz stał się sponsorem U.S. Open i brytyjskiego Wimbledonu. Swoje trzy grosze dodał również do ubrań dla golfistów. Przy okazji w tym roku podbił również serca Polaków. To dopiero osiągnięcie!