Pętla po warszawskich „skejtszopach”.

Pamiętacie czasy, kiedy byle jakie święto, czy to urodziny, zając czy gwiazdka, było okazją do wyciągnięcia rodziców do sklepu z szerokimi spodniami? Często nie chodziło nawet o to, żeby kupić coś konkretnego. Raczej o to, by zgarnąć cokolwiek, co miało oryginalną metkę: smycz, przecenione baggy, zimową opaskę. W erze przed zakupami w sieci, sklepy popularnie zwane „skejtszopami” były jedynymi miejscami, gdzie polska młodzież mogła podrasować swoją stylówę.

Z okazji Dnia Dziecka postanowiłem polatać po warszawskich „skejtszopach” i zorientować się w jakiej są obecnie kondycji.  Zwróciłem uwagę na asortyment, klimat i ogólną ofertę poszczególnych sklepów. Żeby było realistycznie wybrałem komunikację miejską. Deskorolki nie mam niestety. A, no i nie zgrywałem dziennikarzyny, wszystko incognito z poziomu klienta. Nie jest też to ranking, kolejność chronologiczna.

BAJZEL SZOP ul. Targowa 62 lok. 13 

Wystartowałem z Ratusz Arsenał tramwajem, w kierunku Dworca Wileńskiego. W bramie przy ulicy Targowej znajduje się jedyny po prawej stronie Wisły hip-hop shop – Bajzel Szop. Od początku czuć było wyjątkowy praski klimat. Drzwi do bramy otworzyło mi od środka czteroletnie dziecko a starszy pan podpowiedział, gdzie szukać sklepu. Na wstępie zorientowałem się, że w pakiecie z lokalem funkcjonuje również serwis rowerowy oraz studio nagrań.

bajzel

Po przywitaniu ziomeczek za ladą od razu poinformował mnie o jutrzejszym spotkaniu z Dudkiem B56 i luźno zachęcił do rozejrzenia się po sklepie. Klimat to mocna zaleta tego lokalu. Legijne barwy, ścianka z canami, przyzwoita ekspozycja, szkoda tylko, że nie leciał żaden rapik. Podczas gdy przeglądałem ciuszki takich marek jak m.in.: Dill, Patologg, RPK czy Dixon37 ucięliśmy sobie przyjemną gadkę o tajskim boksie. W sklepie oczywiście nie brakuje również akcesoriów dla palaczy. Po ogarnięciu wszystkiego zostałem pożegnany swojskim „Zdrówka”. Mimo, że nie jest to zdecydowanie mój klimat, Bajzel Szop wywarł na mnie pozytywne wrażenie i polecam go wszystkim fanom ulicznego stylu.

CENTRAL STORE ul. Chmielna 33

Szybki przelot metrem na Nowy Świat – Uniwersytet, spacer Chmielną w nowych skokach i ląduję pod Central Storem. Od początku czuć, że właściciele dbają o atmosferę. Dużo roślin, dobrze nagłośniony, kozacki hip-hop od wejścia, świetnie oświetlone produkty, czill-zone. Muszę przyznać, że zostałem odpowiednio nastrojony na zakupy przez turbo-klimat od samego początku.

DSC_0325

Obsługę stanowiło dwóch typowych, wyluzowanych skejtów. Kiedy spytałem o bluzę, zostałem zaproszony na piątek: „bo mamy promocję i 30% zniżki”. Uczciwe podejście, punkt dla nich. Central Store to firmowy sklep marki Palto, której znajdziemy tam najwięcej. Poza tym trochę zagranicznych ciuchów od skejtowskich marek jak: Etnies, Element czy Happy Socks. Wąski wybór marek to chyba jedyny minus sklepu. Jakość nie ilość. Central Store oferuje również szeroki wybór deskorolek, longboardów oraz wszystkich związanych z tym bajerów. Wiadomo, że na deskę trzeba też „butów na płaskiej podeszwie”, znajdziecie je tutaj bankowo. Na koniec mojej wizyty uciąłem sobie pogawędkę z chłopakami na temat vaporaizerów G-Pen. Dowiedziałem się „jak paca”, że jest wydajne i ogólnie spoko. Wyszedłem zdecydowanie zadowolony z wizyty.

 

Hiphopshopy pod Pomnikiem Jazdy Polskiej

Z Centrum uderzyłem na Politechnikę, sprawdzić, czy może zostało coś jeszcze z dawnego „zagłębią hip-hop shopów” pod Pomnikiem Jazdy Polskiej. Oto co zastałem:

DSC_0326

VETERAN Shop&Gallery ul. Mokotowska 24

Pomimo tego w okolicy ciągle możemy się nieźle odpicować. Przy Mokotowskiej znajduje się VETERAN. Zdecydowanie najbardziej „feszyn” sklep podczas mojej wycieczki, aspirujący do miana butiku lub galerii. Nic dziwnego, ulica Mokotowska zobowiązuje. Sympatyczne ziomeczki kulturalnie powitali mnie już w wejściu pytaniem: „Co mogę dla Ciebie zrobić, mój drogi?”. Trochę dziwnie, ale miło.

DSC_0327

Od początku zrobiła na mnie wrażenie schludna ekspozycja i dużo jasnego światła. Muzyczka? Nie pamiętam co tam leciało, coś leciało. W porównaniu do pozostałych sklepów można tutaj dostać niespotykane gdzie indziej marki: Stussy, Carhartt, Turbokolor, WEMOTO czy Komono. VETERAN oferuje również szeroki wybór skoków od Vans, Asics czy Kangaroos. Równie mocno co nietypowe powitanie zaskoczyło mnie pożegnanie. Na moje „Elo” ziomeczki prawilnie odpowiedzieli podwójnym: „Elo Elo”.

CALIFORNIA SKATESHOP al. Armii Ludowej 12

Niedaleko Veterana znajduje się California Skateshop, zdecydowanie najbardziej „skejtowski” spośród odwiedzanych przeze mnie „skejtszopów”. Po przenosinach z okolic Kina Femina witryna sklepowa w połączeniu z wystrojem w deskorolkowym klimacie robi świetne wrażenie.

DSC_0329

Szkoda tylko, że po wejściu nie usłyszałem ani „siema”, ani „dzień dobry” ani… nieważne. Może to kwestia Dnia Dziecka i sporego ruchu. Towar jest poupychany mocno, ale skutecznie, a wybór marek wręcz porażający. Mamy do wyboru zarówno polskie marki typu: Nervous, Prosto, Metoda Sport jak i masę zagranicznych brandów zaczynając od klasycznych Dickies na skejtowskiej Emerice kończąc. Jak przystało na skateshop możemy się tu zaopatrzyć w blaty, tracki, kółeczka i wszystkie akcesoria potrzebne do fisiowania sztuczek po murkach. Dla kolekcjonerów płyt kilka pozycji z rodzimego podwórka rapowego.

Serum Sklep ul. Wałbrzyska 11 lok. 114

Z Politechniki przetransportowałem się metrem na Służew, gdzie w Centrum Handlowym Land znajduje się Serum Sklep. Sami siebie nazywają „hiphopową stolicą” i zdecydowanie zasługują na to miano. W głośnikach Molesta, za ladą ziomale, bite żółwie na wejściu. Przez nieduży rozmiar lokalu i spory asortyment, można mieć początkowo problem ze znalezieniem interesujących nas produktów, ale chłopaki zawsze służą pomocą.

300x300

W Serum znajdziemy ubrania od marek kojarzonych z rapowymi wytwórniami: Prosto, El Polako, Alkopoligamia jak i inne hiphopowe brandy typu SSG czy Stoprocent. Dużą zaletą Serum jest szeroki wachlarz polskich rapowych albumów: zarówno legalnych wydawnictw jak i undergroundowych produkcji. No i coś dla małolatów, co wpadają bez hajsu pooglądać łaszki – chłopaki mają wlepy i chętnie się dzielą. Ciekawostką jest to, że właścicielem sklepu jest znany ze składu JWP/BC – Ero, którego często można spotkać w lokalu.

AK47 HipHopShop al. Jana Pawła II 45a/38B3

Pętla to pętla, więc wskoczyłem w metro i w dwadzieścia minut byłem znowu na Ratusz Arsenał. Żwawy spacerek w kierunku Kina Femina i znalazłem się w ostatnim punkcie swojej wycieczki, czyli w AK47 HipHopShopie. Znalezienie sklepu było równie skomplikowane co jego adres. Niestety, nikt tam raczej przez przypadek nie trafi. Polecam jednak wypatrywać flagi z logówką, lokal jest w piwnicy naprzeciwko. AK47 zaskoczyło mnie świeżością. Przyjemne zestawienie kolorów, nienaganne oświetlenie i wrzuty graffiti tworzą pożądany hiphopowy klimat.

DSC_0331

Na wejściu przywitał mnie premierowy odsłuch Pro8l3mu i uśmiechnięte japy chłopaków z obsługi. „Skejtowska” piątka na powitanie i szybkie: „Co tam Cie interesuje? Coś pomóc?”. Podziękowałem i zdecydowałem się trochę rozejrzeć.  Mamy tutaj niespotykane zestawienie polskich i zagranicznych marek. Obok Crooks and Castles, Cayler&Sons czy, odpowiedzialnych za spopularyzowanie baggy jeansów, PellePelle można tu dostać Stoprocent, Moro Sport i JWP, ale również Ciemną Strefę czy Hrabiego Moczymordę. Akcesoria dla palaczy, oksy i trochę polskich płyt hip-hop uzupełniają ofertę. Można odczuć, że ekipa jest dobrze zmotywowana i ma energię do działania. Zamieniliśmy kilka zdań na temat planów rozwoju. Z najważniejszych: w niedalekiej przyszłości w AK47 będzie można dostać zarówno polskie jak i zagraniczne albumy rapowe, więcej damskich ubrań czy bilety na eventy.

 

Wróciłem głodny na bazę, nic sobie nawet nie kupiłem. Mogę jednak śmiało stwierdzić, że Warszawa mocno stoi różnorodnymi, klimatycznymi „skejtszopami”. Przed osobami, które przed zakupem lubią ciuch przymierzyć, dotknąć rysuje się szeroki wybór różnorodnych lokali. Od prawilnych, przez skejtowe, do typowo hiphopowych. Każdy znajdzie coś dla siebie. Wpadną zyle na kiermanę, wybiorę się na kolejną pętlę.

 

Edmund Kuc