Pasja w czasach offline

Nie tak dawno podrzuciliśmy Wam dokument od The Sole Supplier o tym, jaki wpływ na kulturę streetwearową wywarli małoletni sneakerheadzi. Tak jak i oni, tak wielu z nas złapało zajawkę już w czasach, w których dostęp do informacji jest właściwie nieograniczony. A zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak wyglądała butgra przed erą internetu? I z jakimi problemami zmagała się stara gwardia?

sneaker-philosophy

1. Nie można było sprawdzić kalendarza na nike.com, nie było portali internetowych, niczego nie było. Żeby dowiedzieć się o jakiejś premierze, musiałeś ruszyć z domu swoje cztery litery i pójść do sklepu. Tam przed wejściem stała tablica, z której mogłeś dowiedzieć się o pojawieniu się nowych butów. Oczywiście, jeżeli miałeś w swoim mieście sklep buciarski…

2. No właśnie – dzisiaj sneakerheadem może być każdy. Niezależnie, czy mieszka w Nowym Jorku, Tokio, czy Zgierzu. Wszystkie buty i ciuchy możemy powinąć nie wychodząc z domu. Kiedyś swoje wymarzone pary, sneakerheadzi mogli kupić tylko w większych miastach. A to rodziło pewne kłopoty…

post-770x385

3. Niektórych to nie zniechęcało i powijali buty za wszelką cenę. Dosłownie. Załóżmy, że Twoja wymarzona parka kosztuje 259 dolarów. Mieszkasz jednak w miejscu, gdzie bociany mają pętlę, więc musisz kupić bilety lotnicze o wartości ponad dwóch kafli. Dzisiaj nie do pomyślenia, prawda? W takich sytuacjach największą motywacją była możliwość poznania ludzi o tej samej pasji i kwestia pieniędzy schodziła na dalszy plan.

pobrane

4. Dzisiaj sneakergłowy są na tyle wyedukowane, że znają większość, jak nie wszystkie buty obecne na rynku. Wyobrażacie sobie, że kilkadziesiąt lat temu po wejściu do sklepu mogliście zobaczyć jakieś buty po raz pierwszy w życiu? Mogliście przyjść po swoją wymarzoną parkę, a przy okazji… zakochać się w pięciu kolejnych.

Można na internet psioczyć, można narzekać na wymierającą prywatność, ale dobrze jest jednak odebrać paczkę od kuriera, zamiast latać po całym kraju celem kupna butów.

original