Nerve. Jak mocne są Twoje nerwy?

Gra open source “Nerve” ma proste zasady – możesz grać albo obserwować. Gracze za poprawnie wykonane zadania dostają pieniądze obserwatorów. Ci zaś mogą wymyślać dla graczy coraz bardziej pokręcone wyzwania. Wszystkie akcje muszą być nagrywane komórką i streamowane na żywo. “Poziom trudności” rośnie z każdym kolejnym zadaniem, a najodważniejsi uczestnicy zyskują dużą liczbę kibiców, fejm i kasę. Grasz, czy oglądasz?

W “Nerve” uczestniczy przebojowa Sydney (Emily Meade) oraz jej przyjaciółka-cień Vee (Emma Roberts). Grana przez Emmę Roberts Vee, to postać skrojona raczej banalnie: piękna introwertyczka, która dołączając do gry próbuje udowodnić coś sobie i innym.

Już w trakcie pierwszego wyzwania (“pocałuj nieznajomego”) poznaje przystojnego Iana (Dave Franco), z którym za namową obserwatorów musi wykonać kolejne zadanie. Razem utworzą atrakcyjny duet, któremu będą kibicować tysiące. Vee i Ian stają się gwiazdami gry. Gdy jednak Vee zdecyduję się w końcu zrezygnować, okaże się, że wcale nie jest to takie proste… Utracona przez graczy anonimowość staje się bronią w rękach bezkarnych obserwatorów.

“Nerve” Henry’ego Joosta i Ariela Schulmana to kolejna po “Catfish” udana produkcja duetu, również nawiązująca do problematyki socjologicznej. Dynamiczne ujęcia i doskonale dobrana muzyka dają zamierzony efekt: zainteresowanie wzrasta wraz z każdym zadaniem stawianym przed bohaterami. Atmosfera pomiędzy graczami robi się coraz gęstsza, a nawet gorąca w przypadku głównych postaci.  Zaczynamy wtapiać się razem z nimi w ten nocny, łobuzerski styl bycia. Pomagają nam w tym neony i pastelowe kolory, pojawiające się niemal w każdym kadrze. Film przypomina pod tym względem kultowy już “Drive”(reż. Nicolas Winding Refn) czy też “The Guest” (reż. Adam Wingard). Nie da się nie zauważyć, że luźna, acz nieco narkotyczna stylistyka lat 80-tych przeżywa obecnie renesans.

maxresdefault (1)

Wszystko to kompiluje się na przyjemny, niewymuszony obraz-teledysk dający gdzieniegdzie dreszczyk emocji (sceny wyzwań), a gdzieniegdzie będący spełnieniem marzeń niegrzecznej uczennicy. Tak czy inaczej, to jeden z tych filmów zostawiających nas w dobrym humorze. W mojej opinii ten film nie jest thrillerem od A do Z, zabrakło w nim mocniejszego uderzenia, jak na takie klimaty. Ślizgając się pomiędzy gatunkami twórcy uzupełnili brakującą lukę w  projekcjach o social media, które jak wiemy są wdzięcznym tematem do ponarzekania. Raczej nie można filmowi odmówić pouczajacego tonu, wprowadzonego przez twist na końcu, ale autorom udało się nie przejaskrawić żadnej kwestii i to jest duża zaleta tego filmu. Lekkostrawna porcja wrażeń to to, co zachęci wielu widzów do pójścia do kina.

Użyte tagi