Czy Jordan Brand jest w stanie sprostać dzisiejszym oczekiwaniom klientów?

Pamiętacie zabawne frazy na temat butów z pajacykiem z Ameryki? Podobne cytaty były aktualne jeszcze kilka lat temu, a posiadanie jednego z modeli Retro było czymś, co z pewnością nie było widokiem codziennym.  Wszystko jednak się zmienia, a dostępność której tak bardzo chcieliśmy, dość mocno wpłynęła na polski rynek – i na tym postaramy się dziś skupić.

Od dłuższego czasu, w obliczu zwiększonego zainteresowania obuwiem, a także lepszej dostępności i nowych technologii – coraz częściej myślimy o losach Jordan Brand. Teoretycznie, historia firmy (która de facto od zawsze stanowiła napęd sprzedaży) nie zmieniła się. Fanów NBA i Michaela Jordana również nie ubywa. Mimo wszystko, zmieniło się postrzeganie produktów z logo Jumpmana. Nie jest to jednoznaczne z brakiem zainteresowania albowiem wiele czynników doprowadza do utraty „magii”. Dostrzegają to nie tylko sympatycy marki ale także ludzie zajmujący się na co dzień strategia sprzedaży i projektów. Swego czasu, zapowiadano znaczne ograniczenie dostępności modeli – plan po części doczekał się realizacji jednak najczęściej w przypadku kolaboracji tak jak m.in. z Off-White, Union Los Angeles czy Travisem Scottem. Zamierzeniem było rozszerzenie liczby projektów dedykowanych kobietom, które rzeczywiście doszły do skutku. Współpraca z Aleali May pozwoliła zdobyć nową klientelę – niekoniecznie związaną z przeszłymi projektami marki. Niestety czynnikiem, który w naszej ocenie może być decydujący jest zwiększenie premier nowych kolorystyk. Niemalże kilka razy w miesiącu, Jordan Brand podsuwa nam kolejne wydania, które po pewnym czasie, wpływają na przejedzenie modelem. Nie zaprzeczamy jednak, że w całym gronie nowości, w dalszym ciągu spore znaczenie mają kultowe sylwetki, których zdobycie jest dość kosztowne. Tym samym, wartość „kolekcjonerska” i bardzo limitowane pary nie tracą na wartości. Nie bez echa pozostaje jakość – kwestia bywa sporna, a wszystko zależy także od konkretnej sylwetki. Niemniej jednak, znaczna część fanów zauważa wiele niedociągnięć – m.in. w postaci użytych materiałów na cholewkach. Jest to zaledwie kilka czynników, które przelewają fale goryczy, pytanie na ile wpłynie to na ogólną sympatię Jordan Brand.

Niepodważalnym plusem dla Nike jest jak wspominaliśmy – historia. Znaczna większość kojarzy modele z tym, co przekazano nam w przeszłości bądź też coś, co wzbudzały w nas Jordany. Dzięki temu, partnerami współprac mogą być jedne z najpopularniejszych firm, a także artyści. Nic nie trwa jednak wiecznie, a rynek jest nieubłagalny, sentyment również może być złudny. Wynikiem strategii ostatnich lat jest utrata zainteresowania, którą możemy zaobserwować nawet w dość błahych rzeczach – takich jak na przykład udzielanie rabatów na Retro. Ich dostępność w sklepach również daje do myślenia – jeszcze kilka lat temu, najczęściej natrafilibyśmy wyłącznie na Flighty. Trudno ominąć aspekt konkurencji, która w dalszym ciągu rośnie i zdobywa fanów dzięki nowym, świeżym projektom, a nie wyłącznie kolorystykom. Warto zaznaczyć, że opisywany skutek nie ma na celu wskazania tego, czy modele mimo spadku popularności są warte zakupu, a wyłącznie co na to wpływa. Niezaprzeczalnie, Jordan Brand ma spore znaczenie wśród konkurencji i w umysłach wielu z nas, a za to jak szybko zyskano przychylność fanów w latach 80 i 90, należą się brawa. Pamietajmy także o tym, do czego doprowadziła ówczesna strategia firmy w środowiskach sportowych i młodych ludzi – wielokrotne napaście, i morderstwa zasługują na bezwarunkowe potępienie. Pokazują jednak, do jak karygodnych czynów byli w stanie posuwać się ludzie aby zdobyć swoją parę.