Byliśmy w kinie na „Nie oddychaj” – recenzja

To jeden z lepszych horrorów ostatnich miesięcy. Prostota scenariusza nie umniejsza jakości tej produkcji, jest wręcz jej atutem. Historia taka jak ta mogłaby się naprawdę zdarzyć, a przedstawione sytuacje są na tyle realne, że widz gładko wsiąka w wydarzenia rozgrywające się na ekranie.

Trójka młodych ludzi okrada mieszkania, zabierając głównie niewielkie kwoty i trochę sprzętu. Dla Alex, Rockiego i Money’a  priorytetem jest wyrwanie się z upadłego Detroit. W realizacji tego zamysłu pomóc mają pieniądze z rabunków. Na swoją kolejna ofiarę wybierają niewidomego, mieszkającego samotnie weterana, który kilka lat wcześniej otrzymał kilku-cyfrową sumę w ramach odszkodowania za śmiertelny wypadek córki. Wydawać by się mogło, że to łatwy cel. Rzeczywiście – początkowo napad idzie jak po maśle: złodzieje usypiają strzegącego posesji psa, włamują się, wchodząc przez niedomknięte okno łazienki. Starzec śpi. Tylko małe, sprytnie przemycane w kadrach detale sugerują, że coś tu jest nie tak… W tym miejscu warto zwrócić uwagę na świetną jazdę kamery w trakcie ekspozycji wnętrz domu: reżyser rezolutnie zdecydował się na pokazanie przedmiotów mających później kluczowe znaczenie dla przebiegu zdarzeń, niejako zapraszając widzów do zabawy w “zgadnij do czego to się przyda?”…

jane-levy-in-dont-breathe
Umieszczenie akcji w jednym budynku było świetnym pomysłem: widz walczy z wrażeniem, że bohaterów od wolności i bezpieczeństwa dzieli dosłownie grubość ściany. Sęk w tym, że posesja starca, tak jak i sam film F. Alvareza, pełna jest zakamarków, ciemnych korytarzy i ukrytych pięter. Uwikłani w sytuację bohaterowie zmagają się narastającą paniką. Dom staje się labiryntem możliwości, a wybór odpowiedniej ścieżki zdecyduje o ich życiu bądź śmierci. Za to duży plus dla “Nie oddychaj” – trzyma w napięciu. Fabularne twisty pojawiają się niespodziewanie, w idealnych momentach, wzorowo odrywając bieg filmu od kierunku w którym podążał.

“Nie oddychaj” to horror godny polecenia. Mimo, że na początku mamy wrażenie, że będzie to kolejna, wtórna historia, to jednak scenariusz potrafi zaskoczyć. Świetnie dobrane zwroty akcji, przywiązanie do szczegółów (każdy detal ma znaczenie) i rozszczepienie historii na kilka osobnych, paskudnych wątków. Oddane w filmie autentyczność zdarzeń, przeciętność miasta i postaci, pozostawia na widzu wrażenie bliskości ryzyka. Twórcom należy też przyznać, że koncept wykorzystania ludzkiej niepełnosprawności w taki ciekawy sposób zdarza się rzadko.


Autor: Justyna Rudzińska