Czy 2017 upłynie pod znakiem streetwearowego luksusu?

Szybki rzut okiem na kalendarz i… no cóż, przeżycie małego szoku gwarantowane. Jakim cudem mamy już prawie połowę kwietnia? Z jednej strony wydaje się, że to dopiero początek 2017 (czy Sylwester naprawdę nie był przedwczoraj?), z drugiej zaś, nie sposób pozbyć się odczucia, że zaraz będziemy na półmetku. Wakacje już za rogiem. Przyjdą i jak zawsze przeminą w mgnieniu oka. Nastąpi ta nieubłagana chwila grozy związana z powrotem do codziennych obowiązków (dla uproszczenia załóżmy, że pracując też robimy sobie wakacje w podobnym okresie). Po tym wszystkim, poleci już z górki. Nim się obejrzymy złapie nas koniec roku, a my wbrew zdobytemu doświadczeniu, znowu wpadniemy w podobny wir czasu. Damn!

Jestem przekonany, że świetnie pamiętacie, jak właśnie około dwunastu miesięcy wstecz narodził się pewien trend, który wśród „zajawkowiczów” streetwearu jest mocno wyczuwalny aż do teraz. Ba! Nie tyle co jest wyczuwalny, ale on jest po prostu obecny i cały czas pociąga za sobą nowych wyznawców. O czym mowa? O klasycznych, bardzo „szybkich” butach, o ortalionach rodem z osiedla i mówiąc w skrócie, najprawdziwszym dresiarskim stylu.
Cały proces „narodzin” rozpoczął się nieśmiało, pojedyncze fotografie, zapowiedzi reedycji znanych już przed laty, mocno sportowych sneakersów, czy ostatecznie intensywnie promowany powrót modelu AM z 1995 roku, czy Climacooli od adidasa.
Był też moment przełomowy, po którym wiadome stało się, że sprawa jest już nie do zatrzymania. Pod koniec kwietnia NikeLab we współpracy z marką Supreme zaproponowali nam odświeżony model Air Max 98. Chwila ta obudziła wszystkie „hajpbestie” i jak już wspomnieliśmy na dobre rozpędziła lokomotywę.

_dsc0634z2

2017 upłynie jednak pod zupełnie innym znakiem. Tak naprawdę już upływa.  W tym roku (i pewnie jeszcze w następnych latach) będziemy świadkami wszechobecnego, streetwearowego luksusu. Marki z wyższych półek, z którymi to większość wyznawców mody ulicznej nigdy się nie utożsamiała teraz stają się widoczne niemal na każdym kroku. Nie dzieje się tak tylko i wyłącznie za ich sprawą oraz ciekawym łączeniem dwóch, teoretycznie tak bardzo odmiennych nurtów w modzie. A wręcz przeciwnie. Zaczęło się od tego, że to właśnie marki High-End’owe powoli zaczynały do swoich kolekcji wprowadzać kroje ciuchów i sylwetki obuwia bardziej sportowe, wygodne. Zdecydowanie zaś mniej eleganckie.

Za czyją to wszystko sprawą? Ojców nurtu jest wielu. Najbardziej widocznymi w temacie zdają się być jednak takie domy mody jak włoski Gucci, francuski Louis Vuitton, amerykańska marka OFF-WHITE, Virgila Abloh czy składające ukłon, w stronę wspomnianego już wcześniej „dresiarskiego” stylu, wszystkie projekty, Goshy Rubchinskiy’ego.

Pierwszy z wymienionych domów mody, Gucci, nie licząc genialnych krojów odzieży, którymi raczy nas już od blisko stu lat, zaoferował nam również… klapki. Ten plażowy model obuwia, do gustu przypadł przede wszystkim fanom dobrego rapu. Półżartem, półserio, ale wcale nie takie tanie „Gucci Flip Flops”, w których Future robił pewną, przyjemną „rzecz” nagle zechciała mieć co druga, siedząca w temacie osoba.
Sporym echem odbiły się również buty, określone mianem „ekskluzywnych superstarów” (jak można w ogóle te modele do siebie porównywać) oraz tees z nadrukowanym vintage logo marki. Ten ostatni projekt przypadł do gustu przede wszystkim blogerkom i blogerom. Co było potem, sami chyba się domyślacie.

1

3

2

Virgil Abloh natomiast od samego początku stawiał na streetluxe. Rozpoczynając od Pyrex Vision, brandu, który dzięki jego kontaktom rozrósł się do naprawdę sporych rozmiarów dał nam do zrozumienia, że o jego działaniach będzie jeszcze bardzo głośno. Najlepszym tego dowodem stał się późniejszy projekt, marka OFF-WHITE czyli odzież premium o iście streetwearowym looku. Tutaj ponownie kontakty zrobiły swoje. Ubrał je Justin Bieber, ubrał je Kanye West i wszystkie ostatnie ciuchy Virgila stały obiektem pożądania. Teraz już ciężko ocenić czy rzeczywiście one są tak dobre, czy po prostu to, że każdy chce je mieć sprawia, że każdy inny też chce je mieć (no tak).

1

2

4

Gosha znowu doskonale potrafił wyczuć moment. Większość jego krojów wydaje się być nieodłącznie związana z osiedlowym stylem. Sam projektant w swoich pracach lubi działać z bardzo wiekowymi, sportowymi markami. Rosyjski designer lubi dawać im nowe życie. To za jego sprawą do łask powróciły uwielbiane w latach 90 marki, takie jak Fila, Kappa czy nawet Sergio Tacchini. Gosha łączy streetwear, high-end i osiedle. To się dopiero nazywa mieszanka.

1

2

3

Grzechem byłoby nie wspomnieć również o byłym CEO, francuskiego Givenchy. Gość, o którym mowa to facet obdarzony niespotykanym poczuciem stylu. Riccardo Tisci w swoich projektach w szczególności upodobał sobie Nike. Owocem wspólnych działań projektanta i sportswearowego giganta były między innymi takie kolekcje, jak ta poniżej.

1

2

3

W nasze serca kiedyś wkradł się również Vetements. Genialny marketing, ogromne rzesze zwolenników i jeszcze większe ilości przeciwników. Ostatnio trochę o nich ciszej, niemniej jednak nie możemy wykluczać, że w tym roku również nie zaskoczą nas czymś pokroju kultowej koszulki pracowniczej DHL.

1

 

 

A Model wearing an outfit from the women's ready to wear collections, spring summer 2016, original creation, during the Fashion Week in Paris, FR, from the house of VETEMENTS/PIXEL-FORMULA_A-002

Najgłośniej jednak było, jest i będzie wokół Louis Vuitton oraz pewnej marki streetwearowej, której przedstawiciele bardzo dobrze wiedzą, jak znaleźć się w centrum uwagi. W zeszłym roku to kolaboracja Supreme stała się momentem przełomowym dla ostatecznego wprowadzenia osiedlowego stylu. Teraz, to również oni są tam, gdzie być powinni i fundują nam collabo wszechczasów. Collabo, które na zawsze stanie się znakiem rozpoznawczym na drodze pojednania high-end’u ze streetwearem. Świadkami tego wiekopomnego wydarzenia będziemy jeszcze przed końcem tego roku.

1

2

3

Wszystko to sprawiło lub sprawi, że high-end na dobre połączy się ze streetwearem. Nie wiadomo jak długo trend takowy będzie trwał. Taki już ich urok, szybko przychodzą i równie szybko przemijają. Pewnym jest jednak, że aktualnie trwa w najlepsze i jest raczej bliżej początku niż końca. W 2017 na dobre się rozwinie, to pewne. Zapowiedzianych jest wiele premier od topowych marek, a ciągle pojawiają się kolejne. Co jednak w tym wszystkim jest najlepsze to fakt, że nie tylko domy mody, projektanci czy osoby odpowiedzialne za brandy mają w tym temacie wiele do powiedzenia, ale my, entuzjaści dobrych, zajawkowych outfitów. To łącznie stylów (kreowane umiejętnie), to, to właśnie to jest w tym najpiękniejsze.